piątek, 11 marca 2016

One Shot: Ogniste pragnienie

- Alex, już starczy! – Savannah śmieje się, gdy łaskoczę ją na kanapie w domu jej rodziców ~ domu szanownego państwa Hudson.
- No dobra. – przestaję i siadam obok dziewczyny. Odgarniam jej włosy i szepczę na ucho. – Lubię jak się złościsz. Wtedy tak uroczo marszczysz nosek.
- Dzięki. – uśmiecha się, wyraźnie zawstydzona.
Savannah poznałem jakiś czas temu. Razem z bratem Brandonem szukali drugiego gitarzysty, więc się zgłosiłem. Od maleńkiego lubiłem grać na gitarze, a przed przyłączeniem się do The Heirs, miałem nawet swój zespół ~ The New Fortune. Nagraliśmy tylko cztery utwory i kilka coverów, ale to jeszcze nie było to. Dopiero, gdy Brandon przyjął mnie do zespołu, moje marzenia zaczęły się spełniać. Kontrakt, płyta, teledyski, trasa… I najważniejsze ~ nowi, lecz prawdziwi przyjaciele.
- Idziemy coś zjeść? – proponuje dziewczyna.
- Tak. – odpowiadam, a Sav chwyta mnie za rękę i ciągnie do kuchni.
- Mam ochotę na tosty… A Ty? – pyta, jednocześnie zaglądając do lodówki.
- Ja w sumie też. – siadam przy stole i patrzę jak Savannah szykuje posiłek.
Sav jest po prostu idealna. Ma spojrzenie anioła, figurę modelki i takie usta… Aż chce się ją mieć. Tylko na wyłączność.  Od dawna potajemnie się w niej podkochuje, lecz nie mam odwagi się do tego przyznać. Nie chciałbym zniszczyć naszej przyjaźni, ani być zmuszonym do opuszczenia The Heirs.
- Proszę. – podsuwa mi pod nos talerz. – Smacznego. – dodaje i siada naprzeciwko.
- Dziękuję i wzajemnie. – uśmiecham się do niej serdecznie.
Posiłek spożywamy w ciszy. Tylko od czasu do czasu wymieniamy spojrzenia.
- Cześć wszystkim! – Brandon nagle wchodzi do kuchni.
- Cześć. – witam się z nim.
- O Brandon, kupiłeś mi te ciasta? – odzywa się z pełną buzią Sav.
- Tak, kupiłem. - kładzie zakupy na stole, przysuwa sobie krzesło i siada. - A Ty znów u nas, Alex?
- Jak widać. - wyciągam rękę, by złapać dłoń dziewczyny. - Savannah prosiła mnie o pomoc. Chciała bym umył okna w jej pokoju. - wymyślam na miejscu.
- Muszę już iść. - Sav gwałtownie wstaje od stołu i wychodzi.
- Dziwne... - komentuje Brandon. - A teraz tak szczerze, podoba Ci się moja siostra, co? - patrzy mi prosto w oczy.
Czuję na sobie presję jak przy naszym pierwszym spotkaniu. Nie jestem pewien czy powinienem mówić mu prawdę, bo jakby to zabrzmiało? 'Tak, podoba mi się i to cholernie, że aż mam ochotę ją przelecieć' ? To totalnie odpada.
- Troszkę. - mówię nieśmiało. - A może wcale. - dodaje niepewniej.
- To dobrze, bo mam już plan jak zeswatać ją z jej byłym. Pomyślałem, że... - nawijał, ale ja go nie słuchałem.
Sam fakt, że Brandon chce by Sav wróciła do tego całego Rylanda Lyncha, zabolał mnie. Ona jest taka atrakcyjna, taka wyjątkowa... Pragnienie, by posiadać ją na zawsze, tylko dla siebie, jest silniejsze ode mnie. Za każdym razem, gdy ją widzę, gdy o niej myślę, gdy o niej słyszę, zaczynam fantazjować. Seks w lesie, w samolocie, pod wodą, w płomieniach... Wszystkie opcje kuszące, a ta ostatnia najbardziej. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam, ile jeszcze będę dusić w sobie to ogniste pragnienie... Wiem, że być może kiedyś mi się uda zdobyć ukochaną.

Walczę sam ze sobą. Iść do Sav czy nie? Dać się ponieść czy panować nad sobą? I tak dalej, i tak dalej.
Mija kilka dni i w końcu decyduję się na odważny krok. Wsiadam do auta i jadę do Hudsonów. Pukam do drzwi i, gdy dziewczyna otwiera drzwi, chwytam ją za rękę i prowadzę do samochodu.
- Mam niespodziankę. - rzucam, kiedy jedziemy już leśną dróżką, kilka kilometrów za Los Angeles.
- Zdradzisz jaką? - Savannah zalotnie trzepocze rzęsami.
- Dowiesz się w swoim czasie. - odpowiadam i skupiam się na drodze.
Po ponad trzy godzinnej podróży, zatrzymuję auto przed drewnianą chatką, stojącą wśród sosnowego boru. Otaczająca nas przyroda jest cudowna. Taka spokojna, tajemnicza...
- Jesteśmy. - otwieram drzwi i wysiadam z pojazdu.
- Ale tu fajnie. - zachwyca się Hudson.
- Chodź, pokażę Ci coś jeszcze. - ruszam do chatki, a dziewczyna za mną.
W czasie, gdy Sav jest zajęta podziwianiem tego miejsca, ja rozlewam benzynę.
- Tu jest niesamowicie! Dziękuję, że mnie tu zabrałeś! - składa na moim policzku całusa.
- A teraz będzie jeszcze bardziej. - muskam jej usta swoimi i pcham ją na łóżko.
Całuję ją coraz namiętniej, coraz szybciej pozbywam się naszych ubrań. Savannah początkowo wyrywa się i krzyczy, ale z czasem, gdy widzi, że nic to nie da, odpuszcza i pozwala mi na wszystko. Zaczynam się z nią zabawiać ~ delikatnie i powoli. Jest mi mało, więc staje się coraz ostrzejszy i namiętniejszy. Przestaję panować nad sobą, tracę kontrolę. Szybko chwytam zapałkę, odpalam ją i rzucam w kąt. Widzę mały płomień, który dzięki benzynie staje się coraz większy.
- Wiesz co było moim pragnieniem? - pytam jej.
- Nie. - mówi słabo.
- Zrobić to z Tobą w ogniu i sprawić byś była moją na wieczność. - muskam jej usta i wracam do poprzedniego zajęcia.
Słyszę trzask ognia, który jest coraz bliżej łóżka. Płomienie zaczynają dotykać mojego ciała. Składam na ustach dziewczyny ostatni pocałunek.
- Wiedz, że Bóg nie wybaczy Ci tego. - słyszę jak ukochana szepce mi do ucha.
Spoglądam ostatni raz na pomieszczenie i na nią. Zamykam oczy i pozwalam by ogień strawił nasze ciała, byśmy zostali szczątkami wśród zgliszczy chaty, byśmy byli razem na wieczność.

----------------------------
Witajcie serdecznie!
Wiem, wiem... Pewnie głowicie się czemu One Shot nie jest o R5 (ani Rylandzie - choć pojawia się jedna wzmianka o nim) i kim jest Alex?
Już tłumaczę. Wczoraj późnym wieczorem przyszedł mi do głowy pomysł, by zrobić inną wersję 'Sex On Fire' - dłuższą, z innymi bohaterami, ale nieco podobną fabułą. A nasz główny bohater - Alex (Flagstad) - to gitarzysta w The Heirs (możecie sprawdzić na ich stronie). Pomyślałam, że przydałoby się jakieś opowiadanie z kimś innym - tak dla odmiany.
Dodam też (byście nie myśleli, że tak szybko zmieniam zdanie), że nadal wolę Ryvannah (Ryland + Savannah), a parring z tego OS został zainspirowany różnymi zasłyszanymi plotkami (i chciałam coś udowodnić Rikeroholic - jednak potrafię pisać o Sav i Alexie!).
I jeszcze jedna informacja - od niedawna jest tu nowy wygląd. Piszcie Ci się Wam podoba.
Pozdrawiam i do napisania <3
A tu zdjęcie Alexa, jeśli chcecie go zobaczyć...

piątek, 29 stycznia 2016

Summer lovers - One Shot

Był ciepły lipcowy wieczór. Słońce chyliło się ku zachodowi, ludzie zbierali się w klubach na imprezy, grillowali i robili setki innych wakacyjnych czynności. Ale nie oni...
On  ~ dwudziestodwuletni, wysoki, przystojny, wysportowany i utalentowany mężczyzna. Ostatnim czasem żyje tylko odliczaniem do rozprawy rozwodowej.
Ona ~ dwudziestoletnia ślicznotka z kłopotami w małżeństwie. Mimo starań mąż chce ją opuścić.

- Mam już dość! Nie będziecie mi mówić co mam zrobić! Chcę choć na chwilę odpocząć! - krzyki młodego Lyncha słychać było aż na drugim końcu miasta. - Wychodzę! I nie wiem kiedy wrócę! - z trzaskiem opuścił dom matki.
Wściekły ruszył na plażę. Chciał odreagować, zapomnieć, ale ciągle ktoś mu to utrudniał.  Usiadł na piasku.
- Nienawidzę jej... Nienawidzę... - powtarzał w kółko.
- Można się przysiąść? - usłyszał damski głos.
Podniósł głowę i zobaczył szczupłą kobietę. Blond włosy z czerwonymi pasemkami miała związane w luźny warkocz. Długa, kremowa sukienka sięgająca do kostek idealnie podkreślała jej karnację. Kapelusz na jej głowie pasował do plażowej torby, przewieszonej na ramieniu. Na nosie miała okulary słoneczne, więc nie widział jej oczu. A jednak dziewczyna go urzekła.
- Pewnie. - odrzekł odrywając od niej wzrok. Spojrzał przed siebie, w ocean.
- Jestem Ann. - wyciągnęła do mnie rękę.
- A ja... - zastanowił się czy powiedzieć swoje prawdziwe imię. Nie znał tej kobiety i nie wiedział czy nie jest jakąś psychofanką. - Ryland. - odważył się. Nie skłamał.
- Miło Cię poznać. - posłała mu promienny uśmiech. - Chcesz się przejść? Może do jakiegoś klubu? Na drinka? - zaproponowała.
- Chętnie. - Lynch podniósł się i pomógł wstać nowej koleżance.

Weszli do jednego z tych słynnych w L.A. klubów przy plaży. Usiedli przy barze i zamówili po drinku.
- Opowiedz coś o sobie. - poprosiła.
- Mam dwadzieścia dwa lata. We wrześniu mam rozprawę rozwodową. - wyznał. - Teraz Ty.
- Dwadzieścia lat. Mąż wyprowadził się z domu i zażądał rozwodu. - mówiła tak jakby nic jej to nie obchodziło.
- Widzę, że mamy podobną sytuację... - westchnął. - Może będziemy się kumplować, dawać sobie rady...
- No wiesz... - upiła łyk napoju. - To całkiem dobry pomysł. Pod warunkiem, że nikt się nie dowie. Wiesz... Nie chcę wywoływać afery przed rozwodem.
- Okay. Odpowiada mi taka umowa. - uścisnęli sobie dłoń i wznieśli toast za nową przyjaźń.

Po pięciu kolejnych drinkach wyszli do toalety. Nie w takim celu jak większość...
Ryland uważnie zamknął drzwi od męskiej toalety i oparł Ann o ścianę. Zaczęli się całować ~ z pożądaniem, namiętnością, bez opamiętania. Chłopak szybkim ruchem pozbył się jej sukienki, a ona jego koszulki. Rozbierali się jednocześnie wymieniając gorące pocałunki. Gdy zostali całkiem nadzy, posadził ją na umywalkę, gdzie kontynuowali. Było szybko, namiętnie... Zupełnie inaczej niż bywało w ich małżeństwach. Po wszystkim zaczęli się ubierać w ekspresowym tempie.
- Przepraszam. To nie powinno się wydarzyć. - wysapała Ann, ale Ry jej nie słuchał.
Zainteresował się czymś innym. Na prawej łopatce miała wytatuowane dwa serca. W jednym literkę R, a w drugim... S. Wydawało mu się, że gdzieś już go widział. Ah tak. Jego żona ma taki. Przed oczyma zobaczył wszystkie najważniejsze momenty z Savannah. To jak się poznali, zaręczyli, wzięli ślub... Aż do kłótni.
Już miał się spytać Ann o tatuaż, ale dziewczyna otworzyła drzwi i wyszła.
- To chyba tylko zwykły przypadek... - mruknął pod nosem i wyszedł za nią, ale nie poruszył tematu tatuażu.

Lato mijało, a Ryland i Ann spotykali się potajemnie. Wszystko układało się znakomicie. Seks bez zobowiązań, pogaduszki, ale nic więcej.

Dzień przed rozprawą rozwodową Rylanda spotkali się w wynajętym przez Ann apartamencie. Siedzieli w jacuzzi, rozmawiali i popijali czerwone wino.
- Nie wierzę, że jutro będę wolny... - westchnął Lynch.
- Ja też nie wierzę... - dziewczyna uśmiechnęła się. - Przynajmniej bez obaw będziesz mógł się ze mną spotykać...
- Ty myślisz, że będę się z Tobą spotykał? To był tylko wakacyjny romans! - Ry poderwał się i wyskoczył z jacuzzi. - Tylko. - powtórzył i zaczął się ubierać. - Zmieniłem zdanie. Chcę odzyskać żonę. - dodał pospiesznie.
- Chcesz odzyskać żonę po tym co jej zrobiłeś? - spytała jakby z wyrzutem. - Po tych wszystkich upojnych nocach, wieczornych pogaduszkach... Ty chcesz ją odzyskać? Byłeś niewierny! Ona Ci nie wybaczy! Ona nie wróci! - krzyczała. - Mam tego dość. - wyszła z jacuzzi, ubrała sukienkę, rzuciła na ziemię blond perukę i wyszła.

Tak oto zakończyła się historia tych wakacyjnych kochanków... Ale czy przypadkiem nie łączyło ich coś więcej?
...
Owszem. Rylanda i Ann łączyło coś więcej niż wakacyjny romans. I nadal łączy...

10:00, sala rozpraw
- Wysoki sądzie, nie zgadzam się z zarzuconymi mi winami. Byłam wierna, opiekuńcza... A cała kłótnia to był zwykły spór małżeństwa o dziecko. - oznajmiła Savannah. Była jeszcze piękniejsza niż przy naszym ostatnim spotkaniu. - Natomiast Ryland tuż po kłótni znalazł inną kobietę. Niejaką Ann.
- Skąd o niej wiesz!? - Ry poderwał się z miejsca. - Skąd!?
- Bo... To byłam ja. Chciałam sprawdzić czy nadal Ci zależy... Przekonałam się, że dopiero w sytuacji, gdy miałeś zostać sam, zatęskniłeś za mną. - łzy spływały po jej policzkach.
- Ależ Savannah... To nie tak... - podszedł do niej na kolanach. - Kocham Cię. A to wszystko co się wydarzyło... Słabość wzięła górę nad rozumem. Przepraszam...
Rozprawa toczyła się jeszcze długo. On przepraszał, ona była uparta, a sędzi nikt nie słuchał. Czy w końcu się pogodzili?

6 lat później
- Ryland! Nie tak mocno! - krzyczała z radością Savannah, gdy jej mąż bujał ją na ogrodowej huśtawce.
- Nic Ci się nie stanie. Jestem obok. - zapewnił ją.
- Tata! - bliźniaki, które urodziły się pięć lat temu, przybiegły i przytuliły się do niego.
- Moje aniołki. - ucałował je w głowy.
Posadził jedno na kolana do Sav, a z drugim usiadł obok. Przytulił żonę i dzieci.
- Cieszę się, że jednak ze mną zostałaś. - pocałował ją w policzek. - I że dałaś mi taki skarb.

----------------------------------
Witajcie!
Przerwa była długa, ale jakość tego OS wam to wynagradza (bynajmniej tak mi się wydaje).
Piszcie swoje opinie w komentarzach i polecajcie jeśli się podoba (bo po takim czasie to nie wiem czy ktoś jeszcze czyta).
Pozdrawiam i do napisania <3
P.S. Jeśli lubicie Ryvannah to zapraszam na: http://fall-back-in-love.blogspot.com.

sobota, 12 września 2015

One Shot: Poznałam bliżej mojego idola i… czar prysł.

Opowiadanie powstało na potrzeby pracy domowej
z języka polskiego. Otrzymałam za nie 5.
Miłego czytania!

Po koncercie mojego ulubionego zespołu R5, główny wokalista Ross Lynch zszedł ze sceny i złapał mnie za rękę.
- Pójdziesz ze mną na kolację? – zapytał.
- Yyy… - nie zdążyłam odpowiedzieć, bo usłyszałam mój budzik.

- A więc to był tylko sen. - westchnęłam.
Wzięłam do ręki mój telefon. Z wyświetlacza uśmiechał się do mnie przystojny, dziewiętnastoletni blondyn.
- Dzień dobry kochanie. Niedługo naprawdę się spotkamy. – powiedziałam i ucałowałam Rossa na ekranie. – Twoje włosy na pewno są mięciutkie jak sierść szczeniaczka. – dodałam i uśmiechnęłam się na samą myśl, że koncert jest już dziś.
Pospiesznie wstałam z łóżka, włączyłam muzykę i zaczęłam wybierać ubrania na ten wyjątkowy dzień. Ross najczęściej ubiera koszulę, dżinsy i trampki, więc i ja zdecydowałam się ubrać podobny zestaw.

            Po około dwóch godzinach znalazłam się na dworcu PKP, gdzie czekałam na pociąg do Warszawy. Mimo, że czekały na mnie prawie cztery godziny podróży w ogóle się nie przejmowałam ~ przecież Ross wraz z zespołem przyjeżdża tu z samego Los Angeles. Zawsze w wywiadach powtarzają, że najbardziej na świecie kochają swoich fanów, których nazywają R5ers lub R5Family.

            Dzieciństwo Rossa nie należało do wesołych. Był czwartym z piątki dzieci Marka i Stormie. Jak to zazwyczaj w takich dużych rodzinach bywa, nie wystarczało im pieniędzy, więc mieszkali w siedem osób na dwóch pokojach, nosili używaną odzież i nie mogli sobie pozwolić na zbyt wiele wydatków. Jednak Ross się nie załamał. Razem z rodzeństwem założył zespół i zaczęli koncertować. Najpierw w piwnicy dla najbliższej rodziny, a później dla sąsiadów i znajomych za jednego dolara. Kariera Rossa nabrała tępa dopiero, gdy otrzymał rolę w serialu młodzieżowym Austin i Ally. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Nie mieli już problemów finansowych, zaczęli żyć w luksusie, ale on nadal pozostał tym samym miłym, grzecznym chłopakiem z Littleton.

            Zajęłam miejsce w moim przedziale. Kiedy podniosłam ręce, żeby położyć bagaż na półkę odezwała się do mnie jakaś dziewczyna.
- Ty też jesteś R5ers? – spytała z radością w głosie.
- Tak. – odpowiedziałam.
Pewnie rozpoznała mnie po charakterystycznej dla naszego fandomu różowo-czarnej bransoletce.
- To super. – dodała entuzjastycznie. – Olga. – wyciągnęła do mnie rękę.
- Wiktoria. – uścisnęłam jej dłoń i uśmiechnęłam się serdecznie.
- Uwielbiam R5… - zaczęła. – A najbardziej Rossa. Jest taki słodziutki. Te jego czekoladowe oczka, wysportowane ciało... Jest moim bogiem. – rozmarzyła się.
- Przy tym ma wyjątkowo dobre serce. Odwiedza chore dzieci w szpitalach, przekazuje pieniądze na cele charytatywne… I jest tak bardzo zżyty z mamą, że gdziekolwiek jedzie, zabiera ją ze sobą. Gdyby chłopacy z mojej klasy też tacy byli świat byłby piękniejszy. – wtrąciłam.
- Racja, ale ideał jej tylko jeden. – zaśmiała się moja nowopoznana znajoma.

            Byłam tak zajęta rozmową, że nawet nie zauważyłam jak znalazłyśmy się na miejscu. Od razu poszłyśmy do klubu, w którym miał odbyć się koncert. Z podekscytowaniem oczekiwałam występu.

            Kiedy kurtyna opadła i zespół wyszedł na scenę, zauważyłam  coś, co mi się nie spodobało. Ross wyglądał wyjątkowo niechlujnie. Koszulę miał rozpiętą na trzy czwarte wysokości, a jego spodnie były brudne i poszarpane. Włosy sterczały mu na wszystkie strony, a na jego nieskazitelnej jak dotąd twarzy widniało pełno krostów i zaczerwienień.
- Witajcie Miami! – wybełkotał i chwiejnym krokiem zszedł z ustawionej na środku sceny rampy. – We staying all night… - zaczął śpiewać jeden z hitów zespołu i tańczyć w nieco nieprzyzwoity sposób. – Giving me faith I gonna testify… - przeżegnał się stojąc na krawędzi sceny.
- Jaki on religijny. Nawet na koncercie się modli. – szepnęła osoba stojąca obok mnie.
Po chwili Ross stracił równowagę, noga mu się omsknęła i spadł ze sceny, wykrzykując niecenzuralne słowa. Matki zasłoniły swoim dzieciom uszy.
„Każdemu zdarza się przeklnąć w takiej sytuacji. To go jeszcze nie skreśla.” tłumaczyłam sobie i czekałam aż koncert zostanie wznowiony.
Na szczęście mojemu idolowi nic się nie stało i dalej bawiliśmy się bez zakłóceń.

            Potem nadszedł czas, by artyści rozdali autografy. Rydel ~ jedyna dziewczyna w zespole, uśmiechała się do wszystkich życzliwie, za to Ross siedział z nadąsaną miną, jakby był tu za karę. Machnął kilka podpisów, po czym wyszedł bez słowa.
- Jak ja nie cierpię małych R5ers. – mruknął pod nosem i zapalił papierosa.
- Ross, znów palisz!? – krzyknęła jego mama, która przez cały ten czas była za kulisami.
- A co? Nie można? – odpowiedział ze złością. – Przynieś mi wodę. Tylko z lodem. Głowa mnie boli. – dorzucił.
- Gdybyś tyle nie pił, to by Cię nie bolała. – odpowiedziała sarkastycznie kobieta, ale mimo to poszła wykonać polecenie.
Gdy to usłyszałam nie wiedziałam co myśleć. Poznałam go bliżej i okazało się, że wcale nie jest taki idealny za jakiego wszyscy go uważają. Lynch to kolejna kapryśna gwiazdka, która pije, pali, a na dodatek nie szanuje nawet własnej matki.

            Wsiadłam do powrotnego pociągu z popsutym humorem. Włączyłam Internet w telefonie, żeby sprawdzić co inni twierdzą o minionym koncercie. Wszędzie było pełno negatywnych komentarzy na temat Rossa. Zrobiło mi się go żal. W tym momencie przypomniałam sobie zdanie, które często powtarzał: Urodziłem się po to, by popełniać błędy, a nie być idealnym. Zrozumiałam znacznie więcej, niż się spodziewałam. Każdy ma prawo zrobić coś nie tak, źle się poczuć lub po prostu mieć gorszy dzień. Może tak było właśnie w jego przypadku? Tego się nie dowiem. Owszem, czar prysł, ale teraz już wiem, że Ross jest takim samym człowiekiem jak my wszyscy tylko, że sławnym. Wierzę, że ze wsparciem kochających go osób, uda mu się porzucić szkodliwe nawyki i odzyskać dobrą opinię.

środa, 5 sierpnia 2015

Wschodząca gwiazda - One Shot

W  Los Angeles był kolejny deszczowy dzień. Ross Lynch znany z R5 siedział właśnie na castingu. Miał pomóc reżyserom w wyborze jego partnerki filmowej. Był bardzo surowy. Odrzucał kandydatki za to, że miały krzywe zęby lub były zbyt pewne siebie. W pewnym momencie do sali weszła młoda dziewczyna. Była cała mokra, miała posklejane włosy i rozmyty cały makijaż.
- Jak się nazywasz? - spytał znudzony Ross.
- Courtney Eaton. - odparła trzęsąc się z zimna.
- Czym zajmowałaś się wcześniej? - tym razem zapytał się jeden z reżyserów.
- Byłam modelką, ale zrezygnowałam z tego dla aktorstwa. Niestety nie powiodło mi się i muszę mieszkać kątem u znajomej. Ma...
- Nie interesuje nas Twoja żałosna historia. - przerwał jej Lynch.
- Ale... - chciała coś jeszcze powiedzieć, ale blondyn jej na to nie pozwolił.
- Następna! - krzyknął, a nieszczęśliwa Court opuściła salę przesłuchań.
- Następnej nie ma. - oznajmił drugi reżyser.
- Czyli mogę iść? - spytał z nadzieją chłopak.
- Tak, ale musisz przyjść tu jutro rano. Zrobimy drugi casting.
- Okay. - Ross ruszył do wyjścia z budynku. W drzwiach spotkał Courtney. - Na co czekasz? - był oschły.
- Na koleżankę. - była równie oschła. - A Ty na co czekasz littletońska świnio?
- Coś Ty powiedziała!? - wściekł się.
- Pytałam na co czekasz littletońska świnio... - cofnęła się nieco przerażona.
- Jak śmiesz mnie tak nazywać!? - uderzył ją z całej siły  otwartą dłonią w lewy policzek.
- A Ty jak śmiesz bić dziewczynę!? - łzy spływały po jej twarzy. - Jesteś okropny! - krzyknęła i uciekła nie czekając aż Sav po nią przyjedzie. Po drodze powiadomiła Hudson, że już wraca i nie musi po nią przyjeżdżać.

~*~

Następnego dnia, Ross od samego ranka ponownie siedział na castingu. Nadal odrzucał wszystkie dziewczyny.
- Ta ma krzywe zęby, a ta w okularach jest brzydka... - komentował Lynch.
- Następna! - ciągle powtarzali reżyserowie na zmianę.
Ostatnią kandydatką była Courtney.
- Znowu Ty!? - zapytał wściekły blondyn i wstał od stolika. Podszedł do przerażonej dziewczyny.
- Co ja Ci zrobiłam, że mnie tak nienawidzisz? - spytała wystraszona.
- Po prostu za to, że tu jesteś. - odparł ze sztucznym uśmieszkiem.
- A co Ci najbardziej we mnie nie pasuje blond lalusiu?
- To, że jesteś taka chamska i bezczelna.
- Tylko to?
- Tylko.
- No proszę... Burak z Littleton uważa się za kogoś najważniejszego tutaj, lepszego od innych. - zakpiła z niego. - A tak naprawdę nie jesteś nic warty. - dodała. W tym momencie Ross uderzył ją tak jak ostatnio tyle, że w prawy policzek. Jednak tym razem Court nie została dłużna. Lynch pchnął ją na ścianę i zaczął podduszać. Eaton próbowała go odepchnąć, ale nie miała wystarczająco dużo siły.
- Bierzemy ją! - oznajmili w tym samym momencie reżyserzy. Ross puścił dziewczynę i odwrócił się w ich stronę.
- Składam sprzeciw! - walnął ręką w stół tak mocno, że aż zasyczał z bólu.
- Uspokój się. - Courtney podeszła do niego. - Pokaż rękę. - zarządziła, a on niechętnie to zrobił. Obejrzała rękę dokładnie. - zaraz przestanie boleć. - powiadomiła go i ucałowała bolące go miejsce. Wszyscy byli w szoku, a najbardziej sam Lynch. Nie spodziewał się tego po tym jak ją potraktował...

~*~

Rankiem, kolejnego deszczowego dnia w Los Angeles, Courtney szykowała się do pracy. Pomagała jej w tym Savannah Hudson. Wystroiła ją, umalowała i uczesała.
- Teraz Ross się Tobie nie oprze. - powiedziała zadowolona ze swojego dzieła Sav.
- No nie wiem... - westchnęła Court.
- Na pewno się zakocha... - Hudson chwyciła kluczyki od auta. - Czas jechać. - oznajmiła.

Tymczasem Ross czekał na planie. Strasznie mu się dłużyło... Wymyślał różne zajęcia dla siebie, ale szybko się nimi nudził. Punktualnie o 10 pojawiła się zupełnie odmieniona Eaton. Na jej widok serce Lyncha zaczęło bić jak szalone. Podszedł do niej i mocno objął. Przerażona dziewczyna spoliczkowała go.
- A to za co? - spytał. - Ja tylko się przytuliłem...
- Przepraszam... - zrobiła najsmutniejszą minę świata i opuściła głowę.
- Nic się nie stało. - blondyn delikatnie uniósł jej głowę i pocałował ją w usta. - Pozwól mi Cię kochać... - popatrzał z nadzieją prosto w jej oczy.
- A Ty pozwól mi... - ponownie złączyła ich usta w czułym pocałunku.

Nie minęło nawet pół godziny, a oni już leżeli nago na kanapie w jego garderobie, wtuleni w siebie, po najlepszym seksie w ich życiu i wymieniali czułe pocałunki.
- Nie potrzebuję nic więcej... Tylko twoją miłość... - słodził jej.
- Ja mam tak samo... - uśmiechnęła się do niego.  - I chcę być tylko z Tobą... Do końca mojego życia... - dodała, a on odpowiedział jej na to kolejnym całusem.

-------------------------------------
Witam Was serdecznie!
Ten One Shot wysłałam na konkurs do Verini S. i Destiny.
Nic nie wygrałam, ale One Shot i tak pojawił się na ich blogu (http://this-is-us-story-raura.blogspot.com/2015/08/one-shot-wiki-r5er.html).
Pozdrawiam, zapraszam do komentowania i do napisania <3
P.S. Zauważyliście, że z boku (na tym blogu) pojawiła się REKLAMA?
Jeśli jeszcze nie widzieliście ~ zobaczcie koniecznie.

wtorek, 7 lipca 2015

„Skradłaś wszystko cz.2” - One Shot

Minął weekend. Courtney unikała Rossa i Rikera, lecz ten pierwszy nie zamierzał sobie odpuścić. Zaczekał, aż wszyscy domownicy opuszczą dom i wprowadził plan w życie. Chodził krok w krok za Court i ją drażnił.
- Czego chcesz Lynch? - spytała wściekła.
- Ciebie maleńka. - odparł i pocałował ją w ucho.
- Czego? - była zdziwiona. Ross jednak nie zamierzał się powtarzać. Zamiast tego zaczął śpiewać.
- Popatrz mała, otwieram butelkę... - otworzył wino. - I on szaleje. - wzrokiem wskazał na swoje krocze. - Pokaż muszelkę. - za to ostatnie zdanie oberwał "z liścia" od dziewczyny. Mimo to kontynuował piosenkę. - Ty mi skradłaś wszystko, chcę byś była blisko. Tobą opętany cały świat. Tonę w oczach Twoich, ogniem płonę od nich. Pozwól mi oddychać, tlen mi daj... - urwał, bo Courtney rzuciła się mu na szyję. Zaczęli się całować. Court jednym ruchem zdjęła z niego koszulkę, więc on zrobił to samo z jej sukienką. Gdy zostali w samej bieliźnie Ross wziął ją na ręce i zaniósł na górę. Położył ją na swoim łóżku i pozbył się bielizny z siebie i niej. Był już tak bardzo napalony, że oddychał bardzo szybko i nie czekając na nic wszedł w nią.
- Ah... Eh... Oh... - wzdychała. - Jeszcze Rossy, jeszcze... - krzyczała. Blondyn spełniał każde jej życzenie, bo zależało mu na niej.

Tymczasem Stormie i Mark wrócili do domu. Zobaczyli sukienkę ich sprzątaczki oraz koszulkę i jeansy ich kochanego synka Rossa. Do tego zauważyli otwartą butelkę wina i dwa puste lampki do niego.
- Napijemy się? - spytał Mark.
- Chętnie. - odparła Stormie. - Tylko najpierw pogadam z Rossem. - dodała i ruszyła do syna. - Ross! - krzyknęła od wejścia, a przestraszony chłopak odsunął się od Court. - Co to ma znaczyć? - spytała wściekła.
- Ja to zaraz wyjaśnię... - Ross zrobił szczenięce oczki.
- Widzę Cię za pięć minut w salonie. - Stormie rzuciła im ubrania i opuściła pokój. Poszła opowiedzieć wszystko Markowi.

Po pięciu minutach spotkali się w salonie. Przy lampce wina Ross udobruchał rodziców, dlatego nie dali mu kary, a Courtney nie wyrzucili z pracy. Pozostawała jednak jeszcze jedna rzecz. Jeśli Riker się dowie może najzwyczajniej w świecie odebrać Rossowi jego nową miłość. Chłopak zastanawiał się nad tym całą noc, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Poprosi Court o rękę. Przeszczęśliwy Ross pobiegł z samego rana do jubilera i kupił pierścionek, lecz gdy wrócił do domu zobaczył jak jego brat dobiera się do jego wybranki.
- Zostaw ją! - krzyknął i wymierzył cios. Niestety Rik uciekł przed ciosem, a oberwała Courtney. Wściekła się i cała we krwi, która pociekła jej z nosa oznajmiła, że odchodzi z pracy. Gdy była przy drzwiach zwróciła się do Rossa.
- Nienawidzę Cię, nienawidzę... Ty tylko się mną zabawiłeś... - starła pojedyncze łzy z twarzy i opuściła dom Lynchów.

Jeszcze tego wieczora w wiadomościach podano, że potrącona przez samochód dziewczyna zmarła. Ross, który rozpoznał w niej Courtney załamał się. Zapłakany usiadł na środku jezdni i czekał aż coś go rozjedzie. Z nudów zaczął śpiewać z myślą o ukochanej.
- Ty mi skradłaś wszystko, chcę byś była blisko...  – nie dokończył, gdyż rozpędzony tir pozwolił dołączyć mu do Courtney.

I tak o to skończyła się historia chłopaka z bogatej rodziny, który zakochany do szaleństwa w sprzątacze zatrudnionej przez jego matkę jest w stanie zrobić wszystko tylko po to by z nią być. Udowadnia w ten sposób, że istnieje tak silna miłość, której nawet śmierć nie rozłączy...


----------------------------------
Witajcie kochani!
Oto druga i ostatnia część tego One Shota.
Piosenka tytułowa i ta, którą Ross tutaj zaśpiewał to 
„Skradłaś wszystko”. Oryginalnie śpiewa to Akcent i Kroppa i można tego posłuchać tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=kff-V8hZ2j8.
Pozdrawiam, życzę udanych wakacji i do napisania <3

wtorek, 30 czerwca 2015

„Skradłaś wszystko cz.1” - One Shot

Do domu Lynchów trafiła młoda brunetka z Australii. Nazywała się Courtney i była ich sprzątaczką, a także gosposią na czas nieobecności rodziców 4/5 R5 i Rylanda.
- Pamiętaj o tym aby wszystko odkładać na miejsce. - Stormie tłumaczyła jej zasady.
- Dobrze Pani Lynch. - odpowiedziała Court i chciała zacząć pracę gdy zwrócił się do niej Mark.
- I jeszcze jedno. Pod żadnym pozorem nie daj się podrywać Rikerowi, Rocky'emu, Rossowi i Rylandowi. Nie chcemy mieć kogoś gorszej kategorii w rodzinie.
- Dobrze Panie Lynch. Mogę już zacząć pracę?
- Jak najbardziej. - odpowiedziała Stormie i razem z Markiem opuściła dom.

Minął tydzień. Riker, Rocky i Ryland co wieczór wychodzili na panienki, a Rydel wyjechała z Ellingtonem na krótki wypad nad jezioro. Za to Ross kontrolował czy Courtney pracuje jak należy. Obserwował każdy jej ruch. W pewnym momencie Court nie wytrzymała.
- Czemu ciągle gapisz się na mnie? Nie masz innego zajęcia? - spytała.
- Nie mam... To jest najciekawsza rzecz, którą robię, kochanie... - szepnął jej zmysłowo do ucha. Dziewczyna szybko od niego odskoczyła. - Co jest maleńka? - spytał obłapując ją w pasie.
- Możesz mnie zostawić? - zapytała z nadzieją.
- Nie, nie mogę. - objął ją jeszcze mocniej.
- Albo mnie puścisz albo powiem wszystko twojej mamie! - krzyknęła, lecz blondyn zamiast odpuścić, obrócił ja twarzą do siebie i zaczął całować. Oparł ją o ścianę i już miał zamiar ją rozebrać, gdy do domu wrócił Riker.
- Co Ty wyprawiasz? - spytał.
- Ja? Nic... - Ross szybko odsunął się od Courtney.
- Chciałeś się z nią seksić...
- Wcale nie...
- Chciałeś, nie wypieraj się. - Rik podszedł bliżej dziewczyny.
- Zostaw ją. - młodszy chciał ochronić Court mimo iż była zwykłą sprzątaczką.
- Niby dlaczego? To Ty chciałeś z nią to zrobić, nie ja. Ale teraz... Zrobimy to razem... - Riker zaśmiał się bratu prosto w twarz.
- Nawet nie spróbujesz jej tknąć! - Ross z całej siły uderzył Rika w twarz. Starszy nie pozostał dłużny i również go uderzył. Courtney wykorzystała sytuację i najzwyczajniej uciekła z domu Lynchów.

Następnego dnia przy śniadaniu panowała napięta atmosfera. Riker i Ross spoglądali na siebie wrogo i nie odzywali się do siebie.
- Co się tu stało? - spytała Rydel, która nie wytrzymała ciszy. - Odpowie mi ktoś?
- Pokłócili się o dziewczynę... - wyjaśnił Ell, któremu poprzedniego wieczora zwierzył się Ross.
- O którą? Vanni Latimer? - dopytywała Delly.
- Nie o Vanni. Chodziło o naszą sprzątaczkę Courtney. - odpowiedział jej Rocky.
- Co? - jedyna córka Marka i Stormie była zdziwiona. Nie wierzyła, że jej bracia będą się kłócić o sprzątaczkę...

----------------------------------
Witam Was serdecznie!
Przepraszam za tak długą przerwę, ale byłam bardzo zajęta (koniec roku szkolnego i te sprawy).
Mam nadzieję, że 1 część tego One Shota się Wam podoba ;)
Druga część już za tydzień :)
Pozdrawiam i do napisania <3
P.S. Zapraszam na You Love Who You Love... ;) Nowy rozdział już w czwartek ;)