wtorek, 27 stycznia 2015

„Ślubny rozwód” - One Shot

W LA był piękny słoneczny dzień. Dwoje zakochanych w sobie ludzi ma dziś przysięgnąć miłość, wierność i uczciwość małżeńską. On bogaty, wysoki blondyn z rodziny Lynch. Ona zwyczajna dziewczyna z rodziny Marano. Są razem bardzo szczęśliwi.

~*~

Pan młody o imieniu Ross szykował się ze swoim rodzeństwem do tej najpiękniejszej w życiu ceremonii. Jego bracia Riker, Rocky i Ryland pomagali mu z garniturem. Jeden prasował marynarkę, drugi koszulę, a trzeci spodnie. Rydel czesała włosy Rossa. Jego rodzice stresowali się jeszcze bardziej niż on. Chodzili po całym domu i cały czas coś poprawiali. To koszulę Rika, to muszkę Rocky'ego...

~*~

Rodzina panny młodej ~ Laury była bardzo opanowana i dobrze zorganizowana. Lau nie miała wątpliwości jak wszystkie panny młode. Była pewna swojej decyzji, bo kochała Rossa nad życie. Uwielbiała jego głos i czekoladowe oczy, a każda noc spędzona z nim była magiczna. Teraz zakłada na siebie śnieżnobiałą suknię ślubną. Siostra Laury ~ Vanessa jej pomaga i zachwyca się sukienką. Rzeczywiście sukienka jest prześliczna. Ma dużo falbanek i koronek. Do tego delikatny welon. Laura wygląda cudownie...

~*~

Punktualnie o 17, gdy biły dzwony, Ross i Laura złożyli sobie przysięgę i założyli na palce obrączki. Do tego jeszcze słodki pocałunek. Rodzice, rodzeństwo i goście dosłownie się rozpłakali. Aż zabrakło im chusteczek. Gdy ceremonia się skończyła wszyscy zaproszeni goście opuścili mury kościoła. Po chwili wyszła stamtąd młoda para, która została obsypana ryżem. Najpierw rodzice składali życzenie tej dwójce. Później rodzeństwo. Rik powiedział coś do Rossa.
- Ross zobaczysz, jeszcze Cię Lau będzie wałkiem po łbie waliła.
- Ja nie jestem taka okrutna. - oburzyła się wspomniana wcześniej brunetka.
- Właśnie Rik. Ona by mi nic nie zrobiła. Za bardzo mnie kocha.
- Nie byłbym taki pewien. - poszedł.
- Nie przejmujcie się nim. - Delly ich pocieszyła.

~*~

Goście pojechali do restauracji specjalnie zamówionymi limuzynami. Natomiast para młoda wybrała się pieszo nad rzekę, gdzie czekała na nich gondola. Wsiedli do niej. Laura dostała białą koronkową parasolkę. Płynęli tak sobie, a fotograf robił im zdjęcia.
- Laura, usiądź do Rossa na kolano. Ross, Ty zbliż swoją twarz do jej twarzy. Tak. jakbyś chciał ją pocałować. - nakazał fotograf. Zrobili tak jak kazał. Zdjęcie wyszło prześlicznie. Razem byli przesłodcy.

~*~

O 18 para młoda pojawiła się w restauracji. Wznieśli toast. Ross i Laura jak na świeżo upieczone małżeństwo przystało zatańczyli pierwszy taniec. Był on do utworu R5 ~Stay With Me. Na koniec piosenki Raura pocałowała się. Wszyscy zasiedli do stołów i zjedli coś na podobę obiadokolacji. Gdy się posilili wrócili szaleć na parkiecie. Ross zniknął z Rikiem na balkonie.
- Ross musisz coś wiedzieć. Dowiedziałem się o tym dopiero teraz od Van.
- O co chodzi Rik?
- Laura, ona Cię okłamała. Coś przed Tobą zataiła.
- To nie możliwe. - Ross opadł na ławeczkę stojącą nieopodal. - Powiedz mi co zataiła przede mną?
- Ona i Luke Hemmings kiedyś zamordowali człowieka.
- To było dawno temu?
- Właśnie, że niedawno. To oni zabili wujka Ella.
- Tego co miał pogrzeb dwa miesiące temu?
- Tak. Tego.

~*~

Wybiła północ. Właśnie miał wjechać tort, kiedy Ross przejął mikrofon.
- Ogłaszam rozwód! - to co powiedział wszystkich zamurowało. - Laura zataiła przede mną coś bardzo ważnego.
- Ciekawe co? - goście szeptali między sobą.
- Laura razem z Lukiem Hemmingsem zamordowała wujka Ratliffa Ellingtona.
- Dlaczego to zrobiłaś?  - Ell miał pretensje do Lau. Zapłakany wybiegł na balkon. Usiadł na ławeczce i schował twarz w dłoniach. Po chwili poczuł czyjąś dłoń na swoich plecach. Podniósł głowę i zobaczył Rydel. Blondynka starła jego łzy i przytuliła.
- Nie płacz Ell. Zauważ, że Ross bierze z nią rozwód. Nie będziemy musieli oglądać tej paskudy.- ucałowała go w policzek i wróciła z nim do restauracji. To co tam zobaczyli nie tylko oni, zamurowało ich...

CDN...

środa, 14 stycznia 2015

„Delly kociarka” - One Shot

One Shot zadedykowany Rikeroholic

„Rydel”
Wracałam właśnie z zakupów, kiedy pod moim domem zobaczyłam bezdomnego kotka. Piątego w tym miesiącu. Zabrałam go do domu jak cztery poprzednie. Nazywają się: Rik, Rocky, Rossy i Ryry. Ten będzie Ell. Brakuje jeszcze jednego, który nazywałby się Delly.
- Już jestem! - krzyknęłam od wejścia. Zakupy rzuciłam w swoim pokoju, a kotka zabrałam do łazienki. Wstawiłam go do wanny i wykąpałam. Następnie nakarmiłam go i zabrałam do weterynarza, który zbadał i zaszczepił kociaka. Zabrałam Ella do sklepu i kupiłam mu obróżkę, zabawki i kocyk. Przeszczęśliwa wróciłam do domu. Mały Ell pobiegł do kuchni i przestraszył Stormie.
- Co to jest!? Kolejny kot!? - wrzeszczała na cały dom.
- Tak. To kolejny kot. Nazywa się Ell. - uspokoiłam mamę.
- Rydel, ile razy mam Ci powtarzać, że nasz dom jest za mały na tyle zwierząt?
- Ale mamo... - jęczałam.
- Żadnego ale. Zabieraj kota i idź do siebie.
Zrobiłam tak jak mama kazała. Zabrałam kotka i poszłam do swojego pokoju. Tam czekały moje cztery pozostałe koty. Pobawiłam się z całą moją piątką.

*kilka dni później*
„Ross”
Dziś mamy wywiad w telewizji śniadaniowej. Wszyscy zebraliśmy się w studiu punktualnie o 9. Weszliśmy na wizję. Zaśpiewaliśmy całą EP-kę Heart Made Up On You. Usiedliśmy na kanapie. Rydel niańczyła swoje kotki. Gdy prezenter telewizyjny oddał jej głos nawijała tylko i wyłącznie o swoich kotkach. W pewnym momencie kotek Ell uciekł.
- Ell gdzie jesteś? - wołała.
- Cały czas jestem tutaj. - odezwał się nasz perkusista.
- Nie o Ciebie chodzi tylko o kotka. - Rydel wybiegła ze studia.
- Ross, teraz Ty odpowiesz na kilka pytań. - zestresowałem się na te słowa.
- Dobrze. Proszę pytajcie. - nie dałem po sobie poznać, że się boję tych pytań.
- Tak, więc pierwsze pytanie. Co jest między Tobą, a Laurą Marano?
- Nic. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Ale na pewno?
- Na pewno.
- Jakoś Ci nie wierzymy. Po za tym mamy dowody na Raurę. Dała je nam twoja mama.- pokazał mi kilka zdjęć. Na jednym z nich całowałem się z Lau, a na drugim byłem z nią w łóżku. Teraz będzie ciężko wszystkiemu zaprzeczyć, ale spróbuję.
- Te zdjęcia są zrobione w photoshoopie! - krzyknąłem zdenerwowany i wstałem z kanapy.
- Ross spokojnie. - Rik położył mi rękę na ramieniu i posadził mnie na kanapie. - Oni to robią celowo.
Słowa Rika mnie uspokoiły. Teraz nie dam się sprowokować, a mój sekret zostanie bezpieczny.

„Rydel”
Po pół godzinie znalazłam kotka w schowku na miotły. Gdy nachyliłam się by go podnieść, ktoś zamknął mnie tam na klucz. Waliłam w drzwi, ale na próżno. Gdy wyważyłam zamek i wyszłam było już po wywiedzie. Zobaczyłam Laurę w studiu. Pogadałyśmy chwilę, bo pojawił się Ross.
- Lau, musimy pogadać. - chwycił ją za rękę i zaprowadził w inny kąt. Do mnie podszedł Ell.
- Delly muszę Ci coś wyznać. Kocham Cię i chcę z Tobą być mimo iż jesteś taką kociarą.
- Ja też Cię kocham. - pocałowaliśmy się.
Tymczasem Ross oświadczył się Lau. Wszyscy to widzieli i słyszeli, bo kamery nie były wyłączone, a Ross nie oddał mikrofonu.
- Teraz to nie dadzą im spokoju. - śmiałam się z Raury, którą cały czas ktoś zaczepiał.
- Ell, my będziemy się ukrywać by mieć spokój? - spytałam się go słodko.
- Jak chcesz księżniczko. - pocałowaliśmy się.


------------------------
Hejka.
Zauważyliście jakiekolwiek powiązanie między tym One Shotem a poprzednim?
Pozdrawiam i do napisania <3

wtorek, 6 stycznia 2015

„Miłość z pociągu” - One Shot

„Ross”
- Jaki dziś piękny dzień. – westchnąłem i popatrzałem przez hotelowe okno. Obróciłem się i odszedłem od niego. Przebrałem się, po czym spakowałem resztę moich rzeczy do walizki. Wyszedłem z hotelu i ruszyłem na stację kolejową. Spojrzałem na tablicę  odjazdów. Mój pociąg jest opóźniony. Wściekły odwróciłem się i wpadłem na jakąś brunetkę. Była całkiem, całkiem.
- Pójdziesz ze mną do łóżka? -  spytałem prosto z mostu.
- Oczywiście… - odpowiedziała na co się ucieszyłem. -…że nie! – dokończyła i z całej siły uderzyła w policzek.
- Au! – krzyknąłem i złapałem się za policzek. Ludzie zaczęli się nabijać; „Taki odważny i silny Lynch, a uderzenie w policzek go boli…”, „Ross Lynch zachowuje się jak baba…” i tym podobne.
W tym momencie straciłem wszystko. Swoją fajność, pewność siebie…

„Laura”
Co ten debil sobie myślał? Że jest sławny i wszystkie laski na niego lecą? To się wielce pomylił. Ja tam na niego nie lecę, a wręcz nienawidzę i to się nigdy nie zmieni.
Zamyślona ruszyłam na pociąg. Wsiadłam do niego, odłożyłam bagaż i zajęłam swoje miejsce. Wyjęłam jeszcze telefon i napisałam do Van o tym co się wydarzyło. Schowałam urządzenie powrotem do torebki. W tym momencie w moim przedziale pojawił się ten idiota Ross. Odłożył swoją walizkę i zajął miejsce naprzeciwko mnie. Ta podróż zapowiada się okropnie, bo będę musiała znosić Lyncha i jego mordę.

„Ross”
Trafiłem akurat do przedziału tej laski, od której oberwałem na stacji. Chciałem z nią porozmawiać, ale bałem się, że znów „skrzywdzi” moją śliczną buziulkę.
Minęło pół podróży. Brunetka nie odzywała się do mnie, więc w końcu zebrałem się na odwagę i zagadałem do niej.
- Hej, jestem Ross. A Ty? – spytałem nieco niepewnie.
- Laura. – rzuciła od niechcenia i zaczęła oglądać paznokcie.
- Chcesz ciastko? – spytałem pokazując na pudełko delicji.
- Może być. – odpowiedziała, więc podałem jej ciastka. Zjadła jedno, drugie, trzecie… Aż w końcu okazało się, że całą paczkę. Uśmiechnąłem się do niej.
- Co jest? – spytała.
- Nic. Po prostu jesteś brudna od czekolady.
- Gdzie?
- W kąciku. – przybliżyłem się do niej. Już miałem ją pocałować, kiedy pociąg gwałtownie zahamował. Wszystkie bagaże pospadały z półek. Ja wylądowałem na podłodze, a Lau na mnie. Skorzystałem z okazji i położyłem ręce na jej pośladkach oraz pocałowałem ją. O dziwo odwzajemniła pocałunek. Po chwili postanowiła wstać. Podparła się rękoma i usiadła na mojej klacie. To co się działo musiało wyglądać przekomicznie.

„Laura”
Kompletnie nie wiem co mi odbiło. Całowałam się z Lynchem! Szybko wróciłam na swoje miejsce. Wyjęłam telefon z torebki i wystukałam smsa do Van. Nic mi nie odpisała.
Cały pozostały czas spędzony w pociągu, Ross mnie podrywał. Później gdy był czas wysiadać, Lynchu pomógł mi z bagażem, a na dodatek zamówił taksówkę. Gdy przyjechała, wsiadłam do niej.
- Dziękuję Ci za wszystko. Nie musiałeś tego dla mnie robić… - cmoknęłam go w policzek. Chciałam już zamknąć drzwi i odjechać, ale Ross nachylił się do mnie i pocałował czule, bardzo czule. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie, lecz tak się nie da. W końcu blondyn odkleił się ode mnie i mogłam odjechać.
Gdy wróciłam do domu, rozpakowałam się i zrobiłam pranie. Zmęczona usiadłam na kanapę obok Van.
- Pewnie mi nie uwierzysz, ale muszę Ci coś wyznać. Zakochałam się w tym Rossie.
- To chyba fajnie? – spytała siostra.
- No właśnie. Chyba. A co jeśli zależy mu tylko na łóżku? Przecież opowiedziałam Ci o tej akcji na stacji.
- Oj Lau, Lau. Nie dziw się mu. Jesteś śliczna. Po za tym każdy normalny chłopak by tak powiedział. Ross na pewno jest świetnym chłopakiem.
- Może i masz rację. – cmoknęłam siostrę w policzek i poszłam się położyć do swojego pokoju.

„Ross”
Wróciłem do domu nieco załamany, bo przecież mogę już nigdy nie spotkać Lau. Walizkę zostawiłem mamie, a sam usiadłem z Rikiem. Opowiedziałem mu o mojej Lau.
- Wow brat. Może ja też będę jeździł pociągiem i znajdę żonę.
- Serio Rik? Ty i żona? To by nie wypaliło.
- Jesteś samolubny, bo chcesz mieć wszystko, a ja mam być sam…
- Wcale nie! Ja po prostu jestem szczery.

*2 miesiące później*

„Laura”
Od dwóch miesięcy nie spotkałam Rossa. Z tego powodu jest mi przykro. Pokochałam tego blondaska. Wtedy w tym pociągu był taki uwodzicielski, seksowny… Brakuje mi jego uśmiechu…
Szłam tak zamyślona, kiedy na kogoś wpadłam. Podniosłam wzrok i ujrzałam mojego Rossia. Rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam go całować. Z każdym kolejnym pocałunkiem było coraz czulej i namiętniej.
- Kocham Cię. – szepnęłam mu do ucha.
- Ja Ciebie też. Nawet nie wiesz ile Cię szukałem…
- A właśnie, że wiem ile. Tyle samo co ja Ciebie.

-----------------------------
Hejka!
Z tym One Shotem zajęłam 3 miejsce w konkursie u Lauren Coolness (na blogu: http://maranor5story.blogspot.com).
Następne One Shoty już wkrótce.
Do napisania <3

sobota, 3 stycznia 2015

LBA

Dziękuje za nominację wspaniałej Rikeroholic <3

Oto pytanka od niej:
1. Czy myślisz, że Rydellington rzeczywiście istnieje?
Myślę, że tak. Są na to dowody w postaci zdjęć i filmów.

2. Czy masz jakieś zwierzątko?
Tak. Mam psa, który wabi się Nelson. A to jego zdjęcie.

3. Gdzie się uczysz?
(szkoła podstawowa/gimnazjum/liceum/technikum/zawodówka/studia)
Uczę się w gimnazjum. Jestem z klasy 1ag.

4. Czy lubisz śpiewać?
Bardzo. Najchętniej śpiewam piosenki R5 oraz samego Rossa ;)

5. Czy jesteś/byłaś/chciałabyś być wolontariuszką?
Byłam, jestem i zamierzam nadal być :)

6. Czy jakaś osoba jest dla Ciebie wzorem/autorytetem?
Zawsze to była moja mama. Teraz oprócz niej jest jeszcze Ross Lynch <3

7. Czy łatwo jest Cie urazić/zdenerwować?
Urazić bardzo łatwo. W szczególności jeśli chodzi o Rossa.
A zdenerwować... Ciężko... Chyba, że pendrive się popsuje ;)

8. Czy uprawiasz jakiś sport?
Fitness (razem z panem od WF-u ćwiczymy na stepach).

9. Czy jesteś tolerancyjna wobec homoseksualistów?
Tak. To też ludzie, więc czemu miałabym ich nie tolerować?

10. Czy masz swoje motto życiowe?
Tak.

11. Czy jest jakiś blog, który byś mi poleciła do czytania?
Nie, gdyż wszystkie, które czytam, Ty czytasz ze mną ;)

Ja nominuję:

Pytania ode mnie:
1. Jakie pary shippujesz?
2. Co Cię inspiruje?
3. Jaki rodzaj muzyki słuchasz?
4. Jaki jest Twój ulubiony blog i jaki byś mi poleciła?
5. Czy masz rodzeństwo?
6. Spotkałaś/chciałabyś spotkać swojego idola?
7. Lubisz jadać w miejscach typu McDonald/KFC?
8. Jakie są twoje ulubione książki/filmy?
9. Co lubisz robić w wolnym czasie?
10. Jaki jest Twój ulubiony deser?
11. Jakie jest Twoje hobby? (poza blogowaniem)

To by było na tyle. Czekajcie na kolejny One Shot, którego premiera już niebawem ;)

wtorek, 23 grudnia 2014

„Wishlist” – One Shot

Był piękny grudniowy dzień. Wszyscy w śnieżnym LA szykowali się do świąt…

~*~

Mark Lynch wybrał się z najstarszym synem Rikerem na targ po choinkę.
Rocky razem z kumplem Ellingtonem stroili dom od zewnątrz ~ zawieszali lampki, powiesili świąteczny stroik na drzwi oraz wystawili renifera, który, gdy tylko zapadnie zmrok zabłyśnie jeszcze jaśniej niż gwiazda.
Ryland bardzo chciał komuś pomóc np. Rocky'emu i Ellowi. Poszedł do nich. Zaoferował pomoc, a Ci przebrali go za bałwana.
Stormie razem ze swoją matką i teściową oraz matką Ellingtona szykowała wigilijne potrawy.
Rydel jedyna dziewczyna z rodzeństwa Lynchów malowała z ukochanym braciszkiem Rossem logo R5 na bombkach.

~*~

Ross nie był szczęśliwy. Jego świąteczna lista życzeń była inna niż reszty rodzeństwa. Każdy coś chciał dostać, lecz nie on. On marzył o tym, że ktoś go pokocha i da choć jednego buziaka pod jemiołą. Mówił ktoś, ale myślał o jednej dziewczynie ~ swojej przyjaciółce z planu Laurze Marano.

~*~

Laura była smutna, gdyż Vanessa odebrała jej jakąkolwiek nadzieję. Marzyła ona o rzeczach, z których jej starsza siostra się nabijała… Np. poślubić Luka Hemmingsa i mieć z nim całą gromadę dzieci. Ness tłumaczyła jej, że to nie może być świątecznym życzeniem, gdyż w jedną noc jest to nie możliwe, a po za tym Luke ma już jakąś dziewczynę.

~*~

Cheryl Ratliff wróciła do domu. Stroiła choinkę z rodziną. Ich drzewko było małe, skromnie ustrojone, ale przepiękne. Ellington włączył lampki tak, że świerk opleciony nimi rozbłysnął milionami kolorów. Patrząc na tą śliczną choinkę, Ratliffowie pakowali skromne podarki dla Lynchów i siebie nawzajem.

~*~

Mark Lynch razem z Rikerem przynieśli do domu olbrzymią sosnę. Ross pomógł im ją postawić. Następnie całą rodziną ustroili drzewko. Powiesili bombki, opletli łańcuchami i lampkami tą uroczą choinkę. Wuj Shor włożył wtyczkę do gniazdka. Świąteczne drzewko zabłysło miliardami barw… Razem zaczęli pakować pozostałe prezenty, których nie zdążyli wcześniej.

~*~

Wigilia.
Rodzina Marano zasiadła właśnie do bogato zastawionego stołu. Atmosfera była trochę sztuczna. A nawet bardzo.
Laura nie jadła tylko zerkała na jodłę kaukaską, którą ojciec przywiózł od jakiegoś wuja. Choinka była ustrojona w złote bombki, złote łańcuchy i lampki, które mieniły się odcieniami złota.

~*~

Na wieczerzę wigilijną do Lynchów zjechała się cała ich wielka rodzina oraz rodzina Ratliffów. Nim zasiedli do stołu, złożyli sobie życzenia i podzielili się opłatkiem.
Wigilia była skromna. Pod obrusem było trochę sianka. Choinka wyglądała elegancko, mimo iż nie była zbyt bogato ustrojona.

~*~

Po kolacji wigilijnej nadszedł czas rozpakowywania prezentów. Vanessa dostała nowego tableta, a Laura dostała nowego smartfona. Lecz młodsza Marano nie ucieszyła się. To nie to o czym marzyła. Smutna wyszła z domu.

~*~

Lynchowie rozpakowywali prezenty.
- Ale fajnie! Nowy motor! – krzyknął wesoły Ross, ale po chwili ta radość zniknęła. Znów przypomniało mu się o czym marzył...
- Playstation! – wrzasnął Ryland.
- Lokówka! Rower! Telewizor! – przekrzykiwali się wszyscy jeden przez drugiego.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Ja otworzę! – zawołał Ross i ruszył do drzwi.
Blondyn po chwili był już przy drzwiach. Otworzył je i zobaczył Laurę.
- Lau? Co Ty tu robisz w Wigilię?
- Wpadłam złożyć życzenia.
- W takiej pogodzie? Śnieg tak sypie, że świata nie widać, a Ty przychodzić składać mojej rodzinie życzenia?
- Tak, a co? Zabronisz mi?
- Nie… Wejdź. – zabrał od niej płaszcz i dał kapcie. Wziął ją za rękę i zaprowadził do salonu, gdzie była reszta rodziny.
- Mamy gościa! – krzyknął lecz nikt go nie słuchał. – Siadaj. – posadził Lau w fotelu koło kominka. – Ogrzej się trochę, a ja przyniosę Ci gorącą czekoladę. – jak powiedział tak zrobił.
Czas mijał im szybko.
- Może ja coś zagram i razem zaśpiewamy? – spytał lecz nikt oprócz Lau go nie słuchał. Wzruszył ramionami i poszedł po swoją gitarę Lunę. Stanął na środku pokoju tuż pod jemiołą, zupełnie o tym nie wiedząc.
- Co mam zaśpiewać!? – tym razem spytał głośniej.
- Marsz pogrzebowy! – krzyknął uradowany Rik.
- Chyba Ci się okazje pomyliły. – Rydel zdzieliła starszego brata przez łeb.
- To może ja zaśpiewam „Wishlist”, a Wy się zastanowicie co mam zagrać następnie.
Ross zaczął grać pierwsze dźwięki.
- To dla Ciebie Laura.

You make my heart beat
Faster than you know
When you meet me
Underneath the mistletoe
' Cause all I want for Christmas
Is a kiss
Just a kiss
One kiss from you

Śpiewał, a Lau analizowała każde jego słowo.

„Sprawiasz, że moje serce bije
Szybciej , niż myślisz
Kiedy spotkasz mnie
Pod jemiołą
Bo wszystko czego chcę na święta
Jest pocałunek
Tylko pocałunek
Jeden pocałunek od ciebie”

Ross zaśpiewał tylko krótki fragment, gdyż Laura wstała i podeszła bliżej niego, po czym go pocałowała. Kąciki Rossa uniosły się do góry. Spełniło się jego życzenie ze świątecznej listy.
- Kocham Cię Lau.
- Ja Ciebie też Ross.
- Awwwww… - westchnęli wszyscy obecni w salonie, a Ross i Laura znów się pocałowali.

~*~

Kilka lat później we Wigilię, Ross i Laura znów stali pod ta samą jemiołą i się całowali. Zmieniło się tylko to, że teraz Lau była żoną Rossa i, że mieli już piątkę dzieci oraz to, że na wigilijną kolację przyszła też cała rodzina Marano.

~*~


Wszyscy byli szczęśliwi, że mają siebie. Żadne prezenty nie miały dla nich większego znaczenia. Najważniejsza była miłość…


--------------------------
Hejka!
Witam Was po małej przerwie z tym świątecznym One Shot'em. Liczę, że podzielicie się swoją opinią o nim w komentarzach.

Chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Dużo zdrowia, szczęścia i miłości oraz spełnienia marzeń.

Wesołych świąt i do napisania! <3


Obrazek by: Wiki R5er & Rikeroholic

sobota, 29 listopada 2014

„Na zawsze razem…” - One Shot

Był piękny słoneczny dzień. Ross i Laura wybrali się na wybrzeże Australii. Blondyn bardzo chciał zobaczyć Wielką Rafę Koralową i oświadczyć się tam swojej wybrance. Brunetka natomiast chciała odwiedzić swoją ciocię.

~*~

Ross i Lau spędzili pierwszą noc w hotelu. Brunetka obudziła się rano w jego ramionach. Spojrzała w jego czekoladowe oczy. Były one pełne miłości. Delikatnie go pocałowała i znów rozpłynęła się w jego oczkach.
- Dzień dobry kochanie… - szepnął jej do ucha Ross i cmoknął w policzek.
- Dzień dobry skarbie. Co będziemy dziś robić? - Lau zakręciła pasemko włosów na palec i słodko zamrugała oczkami.
- Zjemy śniadanie i pójdziemy zobaczyć Wielką Rafę Koralową. Co Ty na to?
- Świetny pomysł.
- To ja wstaję zrobić śniadanko dla mojej księżniczki. - Ross ucałował ją i poszedł do małej kuchni w ich apartamencie. Laura szybko się ubrała i przyszła do niego. Obłapała go w pasie i pocałowała w nagie łopatki. Lynch obrócił się twarzą do niej i pocałował ją namiętnie.
- Myślałem, że zwrot „zrobię śniadanko dla mojej księżniczki” zasugeruje Ci, że masz zostać w łóżku? - zaśmiał się blondyn.
- Zasugerował, ale tak bardzo tęskniłam, że postanowiłam przyjść się przytulić.
- Aż tak tęskniłaś? Przecież nie było mnie z pięć minut. – blondyn zaśmiał się i czule pocałował swoją dziewczynę. Gdy się od siebie odkleili, Lynch wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia ~ smażenia omletów.
- Rossy, a kiedy mi się oświadczysz? - spytała ni stąd ni zowąd Laura. Rossa zamurowało. „Czyżby Lau znalazła pierścionek zaręczynowy w mojej walizce?” myślał… Dopiero po dłuższym momencie postanowił coś powiedzieć.
- Jeszcze nie wiem Lauruś. Chcę zrobić to w jak najbardziej romantyczny sposób…
- Oj Rossy... Przecież wiesz, że wszystko co robisz dla mnie jest najbardziej romantyczne na świecie... Nie musisz zasypywać mnie drogimi prezentami i innymi rzeczami. Wystarczy mi to, że jesteś przy mnie… - Marano wstała od stołu i pocałowała czule Rossa.

~*~

Ross całe śniadanie myślał o tym co powiedziała Laura. Stał tak nad zlewem. Był nieobecny. Z zamyślenia wyrwał go głos Lau.
- Ross? Zmywasz czy się obijasz? - spytała.
- Zmywam, zmywam Lauruś.
Mimo iż, powiedział, że zmywa to stał nad zlewem trzymając talerz w ręku i rozmyślał.
- A jednak się obijasz! - usłyszał oburzoną brunetkę. Ze strachu upuścił talerz. Chciał zbierać, ale Marano go powstrzymała.
- Zostaw, ja to zrobię, bo Ty mógłbyś się skaleczyć.
Laura pozbierała kawałki porcelany, wyrzuciła je i pozmywała naczynia do końca. Gdy skończyła przyszła do „pokoju”, gdzie zastała Rossa. Leżał na łóżku. Laura położyła się obok niego.
- Rossy, o co się fochasz? O to co wydarzyło się w „kuchni”?
- Tak Lau. Właśnie o to. - Lynch obrócił się do niej tyłem.
- Nie fochaj się…
- Jak mam się nie fochać!? Najpierw nalegasz na ślub, a później naskakujesz na mnie, że nie zmywam naczyń! A na dodatek traktujesz mnie jak dziecko! Myślisz, że nie wiem co zrobić jak coś się zbije!?
Laura nie wiedziała co powiedzieć, więc najzwyczajniej wyszła z apartamentu. Ross załamany, wyjął swoją gitarę Lunę z walizki. Próbował cokolwiek zagrać, ale nie mógł się skupić. Pojedyncze łzy spływały po jego policzkach. Szybko schował gitarę i wyszedł z hotelu. Spacerował sobie myśląc o Laurze. W końcu znalazł Lau. Smutna, siedziała przy fontannie w parku. Dosiadł się do niej i zaśpiewał jej do ucha Loving you ain't easy, nothing ever is. But I will keep on fighting, for a love like this. You know I wouldn't have it any other way. Even when times get tough
I don't want no easy love.”.
Chwycił ją za rękę i szepnął do ucha „Przepraszam”. Brunetka od razu się w niego wtuliła i złożyła na jego ustach namiętny pocałunek.

~*~

Dwie godziny później…
- Ross postaw mnie! - krzyczała Lau. Blondyn ani śnił jej odpuścić. Wrzucił ją do oceanu. - Ty wariacie! - mokra Marano zaczęła go gonić po całej plaży. W końcu przewróciła go na piach i pocałowała. Wszyscy ludzie patrzeli się na nich jak na idiotów. Za to ich nic nie obchodziło oprócz siebie. Lynch pomyślał, że to dobry moment by oświadczyć się swojej miłości życia. Klęknął przed Lau i wypowiedział słowa, na które ona czekała od dawna.
- Lauro Marie Marano, wyjdziesz za mnie? - spytał i otworzył pudełeczko z pierścionkiem zaręczynowym.
- Tak, tak tak! - ucieszyła się brunetka i rzuciła się mu na szyję. blondyn założył pierścionek na jej palec i pocałował ją namiętnie.

~*~

Pół godziny później…
Ross i Laura wypożyczyli sobie sprzęt i poszli nurkować. Oglądali przepiękną Wielką Rafę Koralową… W pewnym momencie rekin zaatakował Rossa. Wystraszona Laura uciekła zamiast pomóc blondynowi. Rekin odgryzł Lynchowi nogę i rękę po czym odpłynął. Po 15 minutach nurkowie wyciągnęli Rossa. Laura zabrała Lyncha do szpitala mimo iż wyglądał jak trup. Lekarze zaczęli go badać…
Mijały godziny, a Laura nie miała żadnych wieści. Zrezygnowana wyszła ze szpitala.
Tymczasem lekarze trochę przywrócili Rossa do życia robiąc mu elektrowstrząsy. Gdy jego stan trochę się poprawił zabrali go na blok operacyjny. Zszywali mu rany, ale jeden z lekarzy pomylił się przez co Ross wykrwawił się i zmarł…

~*~

Następnego dnia rano…
Laura przyszła do szpitala w nadziei, że w końcu dowie się czegoś o Rossie.
- Dzień dobry. Chciałabym się spytać co z Rossem Lynchem? – zagadała do jednej z pielęgniarek.
- A jest pani kimś z rodziny?
- Nie… Ale jestem jego narzeczoną… Powie mi pani co z nim?
- No dobrze. Wczoraj zmarł. Został przewieziony do kostnicy.

~*~

Marano nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Wybiegła przed szpital i zadzwoniła do swojej cioci.
- Ciociu przyjedź do mnie do szpitala…
- Co się stało Lau?
- Ross… On… - przez łzy nie mogła się wysłowić. - …On… Nie… Żyje! – wykrzyczała do słuchawki.
Ciocia Laury bez zwłoki przyjechała do szpitala. Pomogła Laurze się ogarnąć i załatwiła już wszystko związane z przewozem ciała Rossa do LA. Jeszcze tego samego wieczora Laura wróciła do domu. Od wejścia rzuciła walizkę i wtuliła się w swoją siostrę Vanessę.
- Ross nie żyje.. - szepnęła, ale Van ją usłyszała.
- Cii… Nie płacz. - pocieszała ją siostra.

~*~

Rok później…
Laura jest na cmentarzu. Zapaliła znicze i złożyła kwiaty na grobie Rossa.
- To już rok… - szepnęła, a pojedyncze łzy spłynęły po jej policzku.
Lau nie mogła już znieść samotności. Tak bardzo brakowało jej Rossa, że postanowiła popełnić samobójstwo. Przygotowała wszystko by się powiesić, ale Vanessa jej przeszkodziła. Chciała się utopić, ale Vanessa jej przeszkodziła…
Pewnego wieczora spojrzała na zdjęcie siebie i Rossa razem… Widniał pod nim napis „Na zawsze razem…”. Jeszcze raz spojrzała na roześmianą twarz Rossa i rzuciła ramką ze zdjęciem na podłogę. Z ramki wyleciała jakaś karteczka, której Laura nie widziała wcześniej. Napisane na niej było: „Jak się na mnie złościsz, kocham Cię. Jak nie masz humoru, kocham Cię. Kiedy biegasz nago, kocham Cię i bez makijażu, kocham Cię…”.
Kiedy to przeczytała rozpłakała się.
- To przecież fragment ulubionej piosenki Rossa…
Płakała dalej i jeszcze tego samego wieczoru postanowiła się zabić. Zabrała z pokoju taty pistolet i postrzeliła się…

~*~ 

Tak o to skończyła się historia tej dwójki na ziemi, ale na pewno są teraz razem szczęśliwi w niebie…



------------------------------------
Witam.
Na dobry początek wzruszający One Shot. Kolejny będzie najprawdopodobniej na święta. 
Jak zauważyliście w One Shocie pojawiły się fragmenty piosenek. Pierwszą chyba wszyscy znacie, bo jest to R5 "Easy Love". Druga natomiast to jedna z moich ulubionych piosenek Disco Polo. Oto link do oryginalnego nagrania: https://www.youtube.com/watch?v=TZttovj_oTo.
Do napisania :*